22
stycznia

 ProDKuty finansowe online

Ostatnio znowu spędzam dużo czasu w Internecie mobilnym, korzystając z dobrodziejstw nowego smartfonu (Palm Pre - http://www.precentral.net/palm-pre-review). W ogóle serdecznie polecam - to taki iPhone (interfejs, multi-touch, przeglądarka) + Blackberry (klawiatura i push-email) + Android (multitasking, tylko zrobiony w genialny sposób) w jednym.

Ale nie o tym dzisiaj. W związku z powyższym często zaglądam na stronkę mobilną Money.pl oglądając aktualne kursy walut lub notowania akcji (samą stronę też polecam - http://m.money.pl/).

Od kilku dni wita mnie tam taki oto banner:

ProDkuty finansowe online

Zawodowo, czyli finansowo-directowo, banner strasznie mnie zaciekawił. I nie chodzi wcale o tytułowe ProDKuty (dla nieuważnych - proszę dokładnie spojrzeć na banner) ;-) Mało które produkty finansowe sprzedawane są rzeczywiście w pełni online, a tutaj pojawia się szansa, że będzie nie tylko online, ale i mobilnie!

Z entuzjazmem klikam i proszę:

Jest super. Nie jakiś pojedynczy, prosty produkt typu lokata. Cały przekrój – kredyty, w tym hipoteczne, fundusze inwestycyjne! Lekko nagle zmartwiony (nadciąga konkurencja dla www.invigo.pl) wybieram „Kredyt mieszkaniowy”:

Hm. Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Z jednej strony ulga – zamiast nowej jakości – stara ściema.

Złośliwi powiedzą pewnie, że kieruje mną zawiść lub chora satysfakcja, ale pozwolę sobie na dość „ostry” komentarz.

Jestem przekonany, że takie oto zabiegi Open Finance psują obraz całej kategorii, utrudniając rozwój finansów direct w Polsce. Klient zainteresowany zakupem produktu finansowego online klika na taki banner i po raz kolejny rozczarowuje się. Miało być online, a jest formularz kontaktowy i zaproszenie do oddziału na spotkanie z doradcą.

Po kilku takich „wpadkach” klient utwierdza się pewnie w przekonaniu, że online się nie da, przynajmniej w Polsce. Podobnie jak z kryzysem, też się u nas nie udał ;-) I jak trafi na prawdziwą usługę online lub direct, to może ją zignorować.

Prowadzi to do absurdu! Co my biedne, szare żuczki finansów direct mamy pisać na bannerach? „Naprawdę online”, „Online, ale nie tak jak w Open Finance”, „Online, uwierz proszę, nawet jeśli się wcześniej przejechałeś na reklamach innych”?

Wiem, Open Finance ma swój model biznesowy. Chce pozyskiwać klientów w sieci, a różne finanse direct to dla nich konkurencja. Tylko czy rzeczywiście trzeba posługiwać się ściemą, wprowadzać klientów w błąd? No i przykro trochę, że w tym procederze uczestniczy Money.pl, którym przecież o niebo bliżej do proDKutów finansowych online niż strasznie doświadczonym doradcom ;-)

03
grudnia

 Nowy e-banking w Meritum Banku - a jednak można

Jako że kryptoreklama jest źle widzana, dziś bezczelna autoreklama, bez owijania w bawełnę ;-)

W tym tygodniu wystartował system bankowości internetowej w Meritum Banku. Jest to kolejne wdrożenie autorskiej platformy eXion Internet Banking w wykonaniu AMG.net. Z rozmysłem piszę “platforma”, a nie “produkt” bo w przeciwieństwie do niektórej konkurencji oferujemy nie gotowy (i w efekcie dość zamknięty) produkt, a zręby, ramy aplikacji (framework), który może być w dużym stopniu dopasowany do oczekiwań / biznesu klienta.

Taki efekt udało się osiągnąć w Meritum, dobudowując wiele funkcjonalności i mechanizmów, które tworzą “nową jakość” w polskiej bankowości internetowej.

By nie być gołosłownym pozwolę sobie zacytować dr Michała Macierzyńskiego z PRNews.pl / Bankier.pl:

“Trudno nam odpowiedzieć, czy to najlepszy system bankowości internetowej w Polsce, ale z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że wyróżnia się na tle rynku. Bardzo pozytywnie.” ”Co jest takiego innowacyjnego w bankowości internetowej Meritum? Jak się okazuje wpływ na to nie ma sam system centralny (chociaż on wyznacza ramy). Kluczem jest dobry wykonawca systemu. W tym przypadku jest to spółka AMG.net. Znany gracz na rynku.”

Całość tekstu tutaj. Wśród dostrzeżonych innowacji: szerokie wykorzystanie  AJAX / mechanizmów web 2.0 w interfejsie użytkownika, bankowość mobilna, zarządzanie finansami osobistymi (PFM - personal finance management).

O co chodzi z “a jednak można” w tytule tego wpisu?

Otóż mogło wydawać się, że w bankowości internetowej wszystko już wymyślono. Że trudno tym konkurować, bo każdy ma to samo. Dzięki wizji i odwadze po stronie Meritum (i w pewnym sensie też konieczności - skoro bank zdecydował nie inwestować w sieć placówek) udało się chyba pokazać, że tak nie jest. Że skoro dynamicznie zmienia się Internet, to może zmieniać się też bankowość Internetowa, czy też szerzej kanał internetowy w instytucjach finansowych.

Demo systemu tutaj.

19
listopada

 Cloud becomes your computer

Po dłuuugiej przerwie (to już się nie powtórzy) trzeci z kolei post nt. Google zamiast tytułowych finansów direct.

Choć z drugiej strony, czy jest w tym rzeczywiście sprzeczność? Finanse direct to przecież w 95% finanse przez Internet, a czymże byłby dziś Internet bez Google?

Dzisiaj odbyło się pierwsze preview Google Chrome OS. W największym skrócie: przeglądarka Google Chrome staję się systemem operacyjnym (przy niewielkiej pomocy Linuksa pod spodem)! Wszystkie aplikacje rezydują w chmurze, a Twój komputer to od teraz tylko monitor, klawiatura, myszka i porty USB + przeglądarka.

Komputer staję się chmurą, a chmura komputerem.

Krótki filmik pokazuje esencję koncepcji Google: http://www.youtube.com/watch?v=0QRO3gKj3qw&feature=player_embedded

O cloud computing mówi się od kilku lat. Niedawno bardzo aktywny stał sie na tym polu Microsoft, co oznaczało, że nadejście chmury jest nieuchronne. Dotąd pojęcie był kojarzone raczej z aplikacjami dla firm oraz przenoszeniem mocy obliczeniowej z fizycznych centrów danych do sieci. Dla konsumentów, którzy korzystali z Google Aps, Gmail, Facebooka, Twittera były to raczej kolejne serwisy internetowe a nie aplikacje w chmurze.

Od dziś można z dużą pewnością powiedzieć, że to się zmienia. Aplikacje znikają z naszego PC razem z systemem operacyjnym i lądują na chmurze. Zaczyna się kolejna rewolucja.

Sorry Microsoft, our soft is now with Google on the cloud.

05
czerwca

 Googlonomia

Drugi post z kolei, choć zupełnie z “innej mańki”, o czymś związanym z Google. Czy to kolejne potwierdzenie wszechobecności tej firmy w naszym życiu?

Tak naprawdę powinienem napisać o Google Adwords z perspektywy finansów direct, bo na codzień odkrywam nowe zalety tego narzędzia dla adeptów tej dziedziny. O tym jednak za jakiś czas, dziś chciałem Was skierować do artykułu z magazynu Wired, zamieszczonego na stronie wired.com.

http://www.wired.com/culture/culturereviews/magazine/17-06/nep_googlenomics?currentPage=all

Googlenomics czyli ekonomia Google. Mowa w nim o tym, że w firmie pracuje na full time profesor ekonomii ze Stanford University, ktory pomaga weryfikować i rozwijać model oraz algorytmy systemu aukcyjnego jaki stoi za Adwords, ale także o tym, jak firma wkroczyła ze swoją filozofią przekuwania informacji zebranych w swoich bazach na dolary w kolejny obszar.

Efekt? Już 21 miliardów tychże dolarów przychodów rocznie z Google Adwords i nadal niesłychana dynamika wzrostu.

Artykuł nie dopowiada wprost na pytanie jak to działa, byłoby to chyba zresztą zbyt skomplikowane nawet dla niegdysiejszych studentów kierunku zwanego wówczas niespecjalnie pochlebnie “ekonomią”. Można jednak łatwo pojąć, że Google Adwords nie jest prostym systemem sprzedaży reklam online. Jest złożoną platformą aukcyjną, która w czasie rzeczywistym decyduje o pozycji i cenie reklamy podczas miliardów wyszukiwań dzienne. Jednocześnie zbiera kolejne dane nt. skuteczności reklamy, które wpływają na kolejne jej wyświetlenia.

29
maja

 Najlepsza przeglądarka, ever?

Chodzi o Google Chrome w niedawno publikowanej wersji 2.0 (www.google.com/chrome).

Jestem od kilku lat zagorzałym zwolennikiem Mozilli / Firefoxa. Pewnie jak każdy kto spędza więcej niz “średnia” czasu przy przeglądarce, zawodowo czy zabawowo. Kto jeszcze pamięta co się działo w zamierzłych czasach - Internet Explorer circa about wersja 5.0? Wirusy, trojany, malware, strona nie wygląda albo nie działa, program zakończył działalność… Wszystko to znikło jak za dotknięciem magicznej różdżki za sprawą Mozilla Foundation. Za darmo, żaden Mikro-soft, a na dodatek jeszcze: zakładki (tabs), dodatki (plug-ins). Życie stało się piękne…

Gdy Google wyskoczyło z informacją o Chrome w wersji Beta pomyślałem: eee, kolejna z dziesiątek beta-przymiarek tej firmy, z której nic nie wyjdzie. Po co robić jeszcze jedną przeglądarkę, skoro mamy juz ideał, który jeszcze jest na bieżąco ulepszany??

Paru bloggerów pisało, że to przełom bo Google w ten sposób uzyska pełną kontrolę nad Google Apps, do końca zacierając granicę między przeglądarką a aplikacją webową. Brzmiało to sensownie, tylko jak się masz niby przebić na nasze desktopy, nawet będąc Google? Skoro Twój nowy produkt próbuje robić w 100% to samo co główny konkurent, tylko większość rzeczy wychodzi mu gorzej?

Zainstalowałem, pobawiłem się, odinstalowałem, zapomniałem ;-)

Minęło z pół roku i nagle na jakimś blogu wpadłem na filmik wideo nt. wersji 2.0. Dwa-zero? Tak szybko out-of-beta i od raz wersja 2? Zainteresowany sciągnałem i…

Best, ever. By a huge margin ;-)

Jak to?

Niby nic nowego w sensie funkcjonalnym. Ale nagle wszystko działa. Wczesniej sporo sajtów się “rozłaziło”, teraz jeszcze się mi taki nie trafił. Skopiował mi wszystko w 100% z Firefoxa (to wcześniej było genialne posunięcie Mozilli wobec IE), ekstra tryb pełnoekranowy (F11)… Niby drobiazgi, ale jakoś nagle wszystko zaczęło “robić sens”.

No i killer app. Prędkość. Wcześniej Google o tym mówiło, ale jakoś nie było widać różnicy. A teraz? Kolosalna. I to nie tylko wrażenie. Często zdalnie otwieram system CRM Invigo. Firefox radził sobie z tym nieźle, choć to dość “ciężki” interfejs. Pierwsza próba w Chrome i jakoś tak o niebo szybciej. Tak bardzo, że zrobiłem test laboratoryjny. I opadła mi szczęka. 15 sekund vs. 30! W Chrome juz klikałem, Firefox jeszcze nie pokazał strony.

A jak Chrome ma się do finansów direct?? Prawie nijak ;-)

26
maja

 Monetto.pl: Lubimy jak się komuś nie udaje?

Duży artykuł w Wyborczej (chyba też w wydaniu papierowym) o podejrzewanych kłopotach jednego z pionierów social lending w Polsce - Monetto.pl:

http://wyborcza.pl/1,76842,6626730,Monetto_pl__nie_ma_ruchu__nie_ma_kontaktu.html

Nie jest moim zamiarem oceniać obecną sytuację, tudzież perspektywy biznesowe Monneto, czy też całej, raczkującej branży social lending w Polsce.

Co mnie jednak mocno zastanowiło: jakżesz chętnie i obszernie pisze się o potencjalnych klopotach start-upu, a jak rzadko w sposób pozytywny o nowych przedsięwzięciach, udanych próbach, świeżych pomysłach i ciekawych modelach.

Z czego to wynika? Podejrzewam, że oprócz naszej przywary narodowej ;-) (lubimy jak się komuś nie udaje, oj lubimy), przyczyną jest też ogólne podejście dziennikarzy i atmosfera wszechogarniającej katastrofy gospodarczej, jaką próbuje się ostatnio za wszelką cenę tworzyć w mediach.

Lepiej pisać o duzych firmach - małe są zbyt ryzykowne. Lepiej pisać o problemach - bo w czasach kryzysu, dobre wiadomości mogą być sfingowane lub złudne. Itd. itp.

Anegdota z przygód Invigo. Jeden z dziennikarzy na sugestię przygotowania materiału nt. wprowadzanego przez Invigo nowatorskiego modelu sprzedaży kredytów hipotecznych direct odpowiedział: “Nie piszemy dziś pozytywnie o rynku kredytów hipotecznych”. Sic!

20
maja

 Doradca wyłączy Ci myślenie

Gdy myślimy o usługach finansowych w modelu direct naturalnie przychodzą nam na myśl takie korzyści jak: wygodniej, szybciej, taniej. Na drugim biegunie ląduje jednak pojęcie “doradztwo”, czyli dla wielu ostatni bastion bankowości oddziałowej.

Direct można coś szybciej kupić lub obsłużyć, ale przecież jeżeli klient potrzebuje “prawdziwego doradztwa” musi koniecznie udać się to oddziału.

Oczywiste - prawda?

Okazuje się, że w sukurs finansistom direct przyszli amerykańscy naukowcy. Jak donosi Gazeta.pl:

“Gdy podejmujemy decyzje finansowe w obecności eksperta, nasz mózg automatycznie wyłącza samodzielne myślenie - odkryli amerykańscy neuroekonomiści. To kolejny dowód na to, jak bardzo nieracjonalnie zachowujemy się, gdy w grę wchodzą pieniądze.”

Więcej >>

Artykuł jest sprzed kilku tygodni. W Invigo musieliśmy mieć chyba jakieś przeczucie, skoro kilka miesięcy temu ukuliśmy hasło “Z nami dasz sobie radę sam!”.

“Dasz sobie radę sam”, bo przejdziesz przez cały proces wyboru i zakupu kredytu hipotecznego sam, z pomocą naszych narzędzi. Ale też “Dasz sobie radę sam”, bo sam podejmiesz najlepszą dla siebie decyzję analizując w ciszy i spokoju, na ekranie swojego komputera możliwe opcje, ich plusy i minusy. Nikt nie będzie próbował Ci na siłę doradzić, “wyłączajac Ci myślenie”.

20
maja

 Direct, czyli jak?

Najłatwiej będzie zacytować samego siebie ;-)

“Bezpośrednio – przez kanały „zdalne” - Internet i telefon, 24h na dobę.

Czy to w ogóle dobre określenie? Przecież bezpośrednio kojarzy się z osobistym kontaktem, czyli w świecie instytucji finansowych – z wizytą w oddziale. Ale okazuje się, że w oddziale jest bezpośrednio tylko z perspektywy banku, ubezpieczyciela czy też pośrednika. Dla klienta niekoniecznie – musi umówić się na spotkanie, znaleźć wolny czas, wziąć wolne w pracy, pojechać, poczekać, wrócić.

Internet i telefon dają  natychmiastowy, bezpośredni dostęp do instytucji, jej oferty, pracowników, procesów.

Bo Internet to nie bannery, jak słusznie zauważył Zbigniew Nowicki tutaj. Internet to miejsce, w którym miliony Polaków codziennie poszukują lepszego dostępu do usług, rozrywki, biletów lotniczych, kontaktu z innymi ludźmi i czego tam jeszcze.

Direct to określenie modelu biznesowego. Wszystkie banki mają systemy bankowości internetowej, ale czy to sprawia, że są direct? Nie, ponieważ w tych systemach zakres obsługi jest ograniczony . Gdy chcemy otworzyć rachunek, wziąć kredyt - musimy pofatygować się do oddziału. Direct, w sensie modelu biznesowego, oznacza przeniesienie całości procesów związanych z klientem (sprzedaż, obsługa, ocena kredytowa) do kanałów zdalnych…”

Reszta wpisu pt. “Finanse direct w Polsce” na blogu Invigo: https://www.invigo.pl/blog/wpisy/finanse_direct.html

20
maja

 Ale o co chodzi??

Na początek wypada się wytłumaczyć ;-)

Otóż od dłuższego czasu moja aktywność zawodowa i zainteresowania (więcej o tym na stronie O mnie) obracają się wokół zagadnień, które można skrótowo i pięknie po polsku określić jako “finanse direct”.

Co to za zwierz ten “direct”? Najprościej: chodzi o dostęp do usług finansowych bez konieczności wizyty w oddziale, czyli de facto “bez wychodzenia z domu”.

Skoro na codzień o tym czytam, opowiadam, dyskutuję, pomyślałem, że można zacząć i pisać. Czyli dzielić się spostrzeżeniami, komentować to, co się dzieje na rynku, wymieniać się opiniami z innymi osobami.

A więc do dzieła!